Kobietą być, czyli kobiecy program dla mężczyzn?
W programach lojalnościowych odnaleźć można wiele zaskakujących rozwiązań. Zainaugurowany 17 marca „Glamour Club” – program Galerii Centrum jest tego przykładem. Zanim jednak o samym GC, najpierw trochę historii.
Wkrótce miną 3 lata odkąd zostałem uczestnikiem programu lojalnościowego Vistuli. Przystąpienie do tego programu wiązało się z otrzymaniem karty tegoż programu i umożliwieniem zbierania na nią punktów w zamian za dokonywanie zakupów. Kartę tę przechowuję do dzisiaj w swoich zasobach archiwalnych ze względu na dwa czynniki: jej unikatowy design wraz z listem przewodnim oraz fakt tego, że… jest to karta. Oba te czynniki sprawiły, że nigdy nie trafiła ona do mojego portfela. Nie oznacza to bynajmniej, że nie dokonywałem zakupów w salonach tej marki, czy też, że nie korzystałem z ofert promocyjnych. Pomijając design karty, wątpliwości budziło po pierwsze wykorzystanie tego medium w odniesieniu do zakupów rzadkich, realizowanych do kilku razy w ciągu roku. Po drugie, korzystanie z programu nie wymagało noszenia karty ze sobą i okazywania jej przy zakupie. Nie było więc motywacji do pamiętania o karcie, w związku z tym można postawić pytanie, czy była ona potrzebna? Tak więc z karty nie korzystałem, ale Vistula o mnie pamiętała (z wzajemnością) i co pewien czas odwiedzała moją skrzynkę pocztową z sympatycznymi katalogami i/lub ofertami promocyjnymi. Taką przesyłkę, jak mi się przynajmniej wydawało, otrzymałem w tym tygodniu.
Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że poza katalogami przedstawiającymi nowe kolekcje, w przesyłce znalazło się zaproszenie do przystąpienia do wspomnianego programu Galerii Centrum.
Po trzech latach uczestniczenia w programie lojalnościowym zostałem więc, jako „Szanowni Państwo” zaproszony do zakupów artykułów kobiecych. A przecież można było zaproponować adresatowi tegoż pisma np. zrobienie prezentu kobiecie (i zachęcić ją do zapisania się do GC) lub zasugerować kupowanie w GC prezentów dla (wybranych) kobiet. Wysiłek personalizacyjny byłby niewielki, a efekt zdecydowanie lepszy.
Z badawczo-kronikarskiego obowiązku przyjrzałem się bliżej oferowanemu mi programowi. Korzyści proponowane w ramach GC są typowe, biorąc pod uwagę branżę i grupę docelową: jest i rabat i specjalne eventy i informacje ze świata mody i pierwszeństwo w dostępie do ofert specjalnych. Słowem – coś dla portfela i coś dla ego. Tak jak być powinno, przynajmniej na początku.
Przejdźmy do regulaminu GC. Pomijam kwestię literówek i formatowania tekstu, ale objętość jest całkiem spora. Lekturę umilają jednak niewątpliwie dynamiczne (sportowe) fragmenty o „nieprzepisowym zdobywaniu punktów i kart”. Z regulaminu dowiemy się kilku ciekawych kwestii – oprócz mechanizmu zbierania (w wersji podstawowej 1 punkt za 1 złoty) i wymiany (650 puntków = -10%) punktów poznamy możliwości rozszerzenia programu w przyszłości (punkty bonusowe i partnerskie) oraz tego, że punkty ważne są przez 12 miesięcy od daty naliczenia. Co ciekawe, pojawił się też zapis o aktywności, tyle że nie klienta a uczestnika programu. Jeśli kolejne zapisy na karcie programu będzie dzieliło więcej niż 12 miesięcy możemy zostać wykluczeni z programu, nawet jeśli dokonywaliśmy w tym czasie transakcji. Proponowane rozwiązania są więc zbliżone do programu Sephory, która pozwala jednak cieszyć się punktami o całe 6 miesięcy dłużej.
Tagi: Glamour Club, karta, korzyści, program punktowy, rabat, Vistula
Podobne wpisy:
- None




